Menu

Mów mi: Pierdoło

Taki sobie blogasek

Telefoniczny, kurna, bon ton

foch.pl_aj

No ja nie mogę! To przecież jest nie do zniesienia! O siódmej jedenaście zadzwoniła do mnie ciotka, nie odebrałam, gdyż odmawiam odbierania rozmów telefonicznych przed dziewiątą. Wysłała smsa " Oddzwoń proszę, to pilne." Nie, ni cholery! Trzeba mieć zasady. Jednakowoż zalęgły mi się już w głowie wizje pogrzebowo-wypadkowe. No dobra, kurna, oddzwoniłam spinając się, bo znów na pewno coś się stało. "Dzień dobry, na wstępie życzę Ci miłego dnia" Że co kurna?!? se myślę i już czuję, że to był straszny błąd "Cześć ciociu, dzwoniłaś, co się stało?" "Wiesz, dzwonię, bo mąż mojej koleżanki potrzebuje rehabilitacji i zastanawiam się czy Twój chłop robi takie rzeczy w domu" Że co kurna twoja w mordę ?!? " Ciociu, ale mój chłop nie jest rehabilitantem, on jest genetykiem" "Aha, ale to może kogoś takiego zna w pracy?" Faken, dżizas krajst ja pierd...ę ! "Ciociu, on pracuje w laboratorium i nie ma tam żadnych rehabilitantów... On tylko kiedyś był na rehabilitacji kolana i tyle co ma wspólnego z tym" "Aha, to nic, miłego dnia Ci życzę". 

To była kara za to, że złamałam zasadę i odebrałam przed 9. 

Bo tak

foch.pl_aj

Zaniedbałam się blogowo. czytywałam, ale z komentowaniem różnie bywało. Znacie ten stan, to całkowite zniechęcenie do wszystkiego i wszystkich. A tu człek musi pracować z ludźmi i się zachowywać, byle jak, ale jednak. W takim stanie potrafie być miła w pracy, ale poza nią już nie chce mi się. Zresztą po co? Bo wypada? A w d... mam co wypada, a co nie. W te cieplejsze dni byłam u rodziców i do taty przyjechał znajomy, chłopak zaledwie dwa, trzy lata starszy ode mnie, ale poważny przedsiębiorca budowlany, który mysli, że wszystko mu wolno. Ostatnio widzieliśmy się naprawdę bardzo dawno temu. On znacznie przytył w tym czasie. Na powitanie rzucił tekst, który w jego mniemaniu miał być zabawny

"Dawno cię nie widziałem, zmieniłaś się, cycki ci urosły"

Spojrzałam na niego z zimną pogardą, po czym uprzejmnie odpowiedziałam:

" Tobie też"

Po czym poszłam do domu. Mój brat i tata, którzy byli przy całej sytuacji przez tydzień opowiadali to jako najlepsze wydarzenie tygodnia, bo znajomy ponoć stracił zdolność mówienia na kilka minut. Po co zaczyna  z mądrzejszymi?

 

 

Tniemy 2, bo zapomniałam

foch.pl_aj

No właśnie zapomniałam  napisać o tym, co było przyczynkiem do niegdysiejszego tytułu "Tniemy". Ano nie cięcie chłopa tylko włosów. Poszłam z tą moją nieznośną siostrzenicą do fryzjera, bo zbuntowana 15-latka nie może przecież mieć pięknych blond falowanych kaskad włosów. No nie i już!. Siedziałam zatem patrząc jak Gosiunia Najlepsza Fryzjerka Wszechświata, a Na Pewno Łodzi, tnie te piękne pukle, zerkałam na moje smętne cienkie kłaczki i pomyślałam, że chyba czas podciąć końcówki. Gosia na szczęście miała dla mnie chwilę i zapytała "To jak mam ciąć?", "A o tak" i pokazałm jej pierwsze lepsze zdjęcie, które mi się spodobało. Tym sposobem podcięłam końcówki o dobre 20 centymetrów. Mam teraz króciutkie włosy i jestem naprawdę zadowolona. Panowie z pracy oczywiście nie omieszkali skrytykować. Nie wszyscy, ale większość uznała to za bardzo złą decyjzę. Kobiety  z kolei albo bardzo dobrze kłamią, albo naprawdę uważają, że wyglądam korzystniej. Nawet moja pani stomatolog była zachwycona, a po co miałaby kłamać? Chodzę do niej od 11 lat, więc raczej się nie rozwiedziemy. Panowie wiedzą, że się nie obrażam, więc poleciało kilka tekstów w stylu, wyglądasz jak chłopiec itd itd. Najbardziej rozbawił mnie żart: "Nie martw się, odrosną, chłopaki nie płaczą". To im naprawdę zabawnie wyszło. A propos zabawnych rzeczy, ostatnio usłyszałam całkiem dobry dowcip, który jednakowoż bawi tylko kobiety. Nie wiem dlaczego...

Otóż w dniu stworzenia Adama i Ewy Pan Bóg mówi do nich: "Moje dzieci, mam dla Was dwa prezenty, możecie sobie wybrać. Pierwszy to sikanie na stojąco..." Pan Bóg jeszcze nie zdążył dokończyć zdania, kiedy wyrwał się Adam krzycząc "Ja to chcę, Panie, daj mi ten dar, ja to chcę". I tak się stało. Adam zachwycony zaczął biegac po raju i obsikiwać wszystko co możliwe, nasikła na drzewo, na skałę, że żyrafę,gdzie tylko mógł sięgnąć strumieniem, tam sikał. Tymczasem Pan Bóg spojrzał na Ewę i rzekł "No dobrze, zatem Ty dostajesz rozum".

Molly, Amy, jeden pies

foch.pl_aj

Zacznę od usprawiedliwień. Codziennie pracuję w innym miejscu, w innych godzinach i z innymi ludźmi. Muszę zapamiętywać ilość opracowanego materiału, zadania itd itd. Oprócz tego mam jeszcze jedną pracę, kurs jidisz, zumbę, jakąś rodzinę i podobno związek.  Całość skutkuje tym, że rzeczywistość poza pracą mam trochę "nieogarnietą". Słowem- pierd..i mi się.  Mój chłop, kiedy wracam z zakupów nie pyta "co kupiłaś?" tylko "Czego zapomniałaś?". Wkurza mnie to (że pyta, bo to, że zapomniałam już przestało, pogodziłam sie z tym, uznałam, że łatwiej mi będzie znieść ewentualnego Alzheimera na starość).  Dwa tygodnie temu zapomniałam o koncercie Kultu, a chłop oczywiście zadzwonił na pół godziny przed, podczas gdy ja radośnie byłam w dodatkowej pracy, bo po co mieć wolne sobotnie popołudnie. Tym samym nie mogłam go wystawić przy następnym koncercie, więc grzecznie odwołałam wszelkie zobowiązania usprawiedliwiając się zacnym koncertem Molly Johnson i pojechałam do miasta stołecznego. Przybyliśmy 15 minut przed przewidzianym rozpoczęciem. Równo o 21 na scenę weszła biała dziewczyna i zaczęła całkiem znośnie grać. Pomyślałam: "No fajny support." Rozejrzałam się dookoła, okazało się, że wszyscy znają piosenki tej grupy. Tym lepiej, jakiś naprawdę fajny support. Po trzech utworach, które jakoś tak znajomo mi brzmiały, do tego wszyscy się świetnie bawili, rozdawali nawet jakieś gwiazdki do następnego utworu, nadeszło zwątpienie. No cóż.  Okazało się, że od zawsze Amy Macdonald była Amy Macdonald, a nie Molly Johnson. A mnie się zwyczajnie poebało. Mimo wszystko koncert był naprawdę udany, choć muzyka Amy jest dość monotonna.  Jesli zna się jeden utwór, to tak jakby znać pięć. Natomiast ona jako postać sceniczna jest wyjątkowa. Dowcipna, otwarta z dystansem do siebie i tym przeuroczym szkockim akcentem. No i ten głos.

 

 

Burczenie burki

foch.pl_aj

Od dłuższego juz czasu myślę o tym, że właściwie to ja chętnie chodziłabym w burce czy tam hijabie czy jak to cholerstwo chcemy nazwać. Nie mówię, że codziennie, no nie szalejmy, ale na przykład są takie dni, kiedy zwyczajnie człowiek nie ma ochoty "wyglądać" i nawet nie chodzi o to, żeby prezentować się bez makijażu i w dresiorach. Chodzi właśnie o to, żeby się nie prezentować, żeby znihilować swoje fizyczne istnienie. Być tylko w taki bezosobowy sposób, tak jakby była tylko moja osobowość, ale bez ciała.

W czwartek i piątek byłam na szkoleniu w Rzeszowie. Bardzo dziwny wyjazd. Może dlatego, że pojechałam tam sama. Droga dłużyła mi się niemiłosiernie, wiec zważywszy na bardzo pozytywne dotychczasowe doświadczenia z Blablacar w droge powrotną zabrałam pasażera. Po godzinie miałam ochotę powiesić się na suchej gałęzi. Pasażer był nudny i fascynująca brzydki. Taką brzydotą, która jest tak wyrazista, że aż przyciąga wzrok. Taki gnom w okularach. Do tego nudny. Na domiar złego, nie wykluczam, że dostanę bardzo drogie, wspólne zdjęcie z trasy :) ale tak naprawdę chciałam o czym innym. Otóż przyjechałam do Rzeszowa na szkolenie, na którym pierwszego dnia byłam sama z panem Włochem wykładowcą. To było dziwne doświadczenie, ale pal licho. Drugiego dnia dotarły dwie panie wykładowczynie z Krakowa. A potem wydarzyło się coś żenującego. Gwoli wprowadzenia- ja naprawdę nie jestem kokietką, nie umiem i nie potrafię wdzięczyć się do mężczyzn, zresztą uważam to za upokarzające dla intelektu. Zatem sytuacja z drugiego dnia: panie krakowianki poprosiły pana Włocha o kontakt, chłop napisał im swój mail i nr telefonu, po kilku minutach tez się zorientowałam, że może warto mieć mail do tego jegomościa, wiec dałam mu karteluszek, on napisał mail i nr tel, po czym poprosił, żebym zadzwoniła i sprawdziła, czy aby na pewno dobry numer, bo nie jest pewien. Dopiero co napisał ten numer tym dwóm babeczkom, ale dobra, pewnie jestem przewrażliwiona i doszukuje się drugiego dna tam, gdzie go nie ma. Szkolenie się skończyło, pocwałowałam do hotelu, zjadłam obiad i ruszyłam w pięciogodzinną podróż do domu. O dwudziestej przyszedł sms od pana Włocha "Jak minęła podróż?".  Aha zapomniałam dodać, że pan dysponuje dziećmi i żoną, także ten... Nie mam dwudziestu lat, żeby potrzebować uwielbienia mężczyzn, nie mam kompleksów, żeby musieć się ciągle przeglądac w ich zachwyconym spojrzeniu. Jedyną osobą, której chcę sie podobać jest nadal mój nieznośny, wstrętny chłop. Zatem mam plan zakupic burkę i burczeć na cały świat, a w szczególności na mężczyzn.

© Mów mi: Pierdoło
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci