Menu

Mów mi: Pierdoło

Taki sobie blogasek

Deszczowa niedziela

foch.pl_aj

Wiecie jak to jest, kiedy ma się poczucie, że przechytrzyło się system. To przyjemne łaskotanie rosnącego ego, ta myśl "Ja to jednak mam łeb". No i właśnie takie uczucie towarzyszyło mi w niedzielę. No bo w niedzielę wracaliśmy motorem z Bieszczad. Decyzja o obijaniu tyłka na twardym siedzeniu dla pasażera była podjęta w pełni sił umysłowych. Strasznie nie chciało nam się ruszać, więc wszystko robiliśmy jak muchy w smole. Mieliśmy wyjechać o 10, o 12 piliśmy kawkę w Bieszczadzkiej Przystani Motocyklowej. Po 3 godzinach byliśmy na wysokości Krakowa i ścigaliśmy się z ołowianej barwy chmurą deszczową. Kiedy spadały pierwsze krople schowaliśmy się na przystanku, żeby założyć nasze "umundurowanie przeciwdeszczowe". Przesiedzieliśmy tam smętnie wpatrując się w strugi deszczu ponad godzinę. I tu należy nakreślić charakterystykę mojego chłopa. On nigdy niczego nie robi szybko. Oprócz jedzenia. Nauczyłam się już, żeby nie zaczynać ubierać się w tym samym momencie co on, bo będę stać jak ten kołek w płocie z kaskiem na baniaczu, w rękawiczkach, kurtce itd itd patrząc jak on nieśpiesznie wciąga rękawice. Wracając do kryjówki na przystanku, otóż trzy razy się przejaśniało i mogliśmy jechać, ale z a n i m   o n   z a ł o ż y ł   w s z y s t k i e   r z e c z y  znów się rozpadało. I tak trzy razy. Nareszcie udało się ruszyć. I to był ten moment, kiedy czułam satysfakcję, bo przechytrzyliśmy deszcz. No bo jakie my mieliśmy umundurowanie. Przeciwdeszczowe kurtki, spodnie, wodoodporne buty, rękawice  i kaski, no full wypas. To uczucie triumfu trwało jakieś pięć minut. Następnie triumf zmienił się w zaskoczenie, kiedy poczułam zimną stóżkę wody płynącą wzdłuż ścięgna Achillesa i po pięcie. Taki mały górski potoczek w bucie. W drugim zrobiło sie podobnie. Nie przewidziałam, że spodnie w pozycji siedzącej będą krótsze i tym samym cała woda z nieprzemakalnych spodni spłynie wprost do wodoodpornych butów. Deszcz przechytrzył mój system. Na najbliższej stacji wylałam wodę z butów, znalazłam suche skarpety, włozyłam stopy do reklamówek, a całą tę konstrukcję do mokrego obuwia i tak oto spędziłam kolejne pięć godzin podróży. Stopy w reklamówkach dojechały suche.

Wypoczynek podobno

foch.pl_aj

Podobno pojechaliśmy wypoczywać. No jasne. Nie wiem jak mój chłop (wygląda jakby go czołg przejechał, więc pewnie też), ale ja jestem zmęczona jak pies. No bo tak. Postanowiliśmy zrobić generalną próbę motocyklową przed jakimś większym wyjazdem i pojechaliśmy na południe Polski. Najpierw odwiedziliśmy Wieliczkę- polecam szczerze trasę górniczą, jest szalenie ciekawa- zatem łaziliśmy sześć godzin po kopalni, a w przerwie skoczyliśmy na krakowski Kazimierz. Tam trafiliśmy do cudnej kafejki gdzie parzą kawę po żydowsku i można siedzieć na poduchach na podłodze i czytać książki.

IMG_20160814_163130116

Następnie był Oświęcim, ale o nim już pisałam.

Potem jechaliśmy ponad trzy godziny w Bieszczady, gdzie srodze zawiodłam się na miejscu, do którego trafiliśmy. No bo, jak kurcze blade można nazywać się "agroturystyka"i nie mieć nawet jednego zwierzątka?!? No jak,ja się pytam! Zatem poczulam się bardzo oszukana i trochę mam focha. No i w tych Bieszczadach nic tylko gdzieś zaiwaniamy. A tłumy ludziów niemiłosierne. Miałam wizję, że po tych dzikich hordach w Wieliczce i Oświęcimiu, w Bieszczadach będzie cicho i spokojnie. A skąd. Na szczęście za dwa dni wracamy to se odpocznę w pracy.

 IMG_20160817_1321099833

 

"Kto nie pamięta historii skazany jest na ponowne jej przeżycie"

foch.pl_aj

Dziś ciężki fizycznie i emocjonalnie dzień. Pojechaliśmy do Auschwitz, bo mój chłop nigdy nie był. Pomyślałam w powiązaniu z niedawnym wpisem na blogu jol-ene (przepraszam, ale piszę z telefonu i nie potrafię zrobić odsyłacza) o nacjonalistach, a właściwie nazistach, o tym, że każdy powinien pojechać tam, zobaczyć czego  dopuścili się ludzie głoszący hasła, które są teraz tak popularne wśród (wszech)polskiej młodzieży. To moja czwarta wizyta w Auschwitz i za każdym razem tak samo wstrząsające przeżycie. Przeraża mnie precyzja, systematyczność i utylitaryzm z jakimi naziści unicestwili tam milion sześćset tysięcy istnień ludzkich. Milion sześćset tysięcy. To tak, jakby wymordować Łódź i okolice...dwa razy. Stworzyli swoiste przedsiębiorstwo do zabijania i pomyśleli o wszystkim. Najbardziej jednak  przeraża mnie brak szacunku. Do życia, do cudzej własności, do śmierci, do prochów tych ludzi, do pamięci po nich. 

To takie miejsce, do którego każdy powinien pojechać. Ale trzeba przygotować się psychicznie, żeby nie utonąć w oceanie żalu, który zalewa, kiedy myśli się o tym jak ci ludzie umierali, bo przecież przeżyło ich tak niewielu.  Trzeba naprawdę wybudować sobie taki wewnętrzny mur, bo widok góry ludzkich włosów w gablocie rozrywa duszę na kawałki. Włosy były obcinanie już po zagazowaniu ofiar, a potem wysyłane do fabryk jako materiał na materace, podszewki, koce... W obozie opisy z książek Borowskiego, Nałkowskiej, Szmaglewskiej, Grzesiuka pojawiają się przed oczami i ożywają. I tak bardzo bolą w duszę.

IMG_20160815_155306674

 

W spodniach

foch.pl_aj

Okazuje się, że pismo obrazkowe nie jest dla mnie. Pojechaliśmy sobie w pierony i zwiedzamy różne takie. Po zwiedzaniu musiałam szybciutko skorzystać z toalety. Pędzę zatem do jednej i z zaskoczeniem stwierdzam, że nie wiem co się z tymi kobietami porobilo, bo syf w tym wucecie jak w męskim. Nic to, potrzebuje tylko na sikundę. Wychodząc konstatuję ze zdziwieniem, że pisuar w damskiej toalecie postawili, phi dziwne zwyczaje. Hmm, a może to jakaś koedukacyjna? Ciekawe. Myję łapska, wchodzi pan, spogląda na mnie z zaskoczeniem "a pani, to chyba toaletę pomyliła, bo to męska jest". "Yyy może tak być" spłonilam się zupełnie wbrew woli i czmychnęłam czym prędzej z miejsca zbrodni. Chłop mój stał na przeciwko i patrzył z politowaniem. No dobrze, rzeczywiście był na drzwiach czlowieczek w spodniach, ale ja też dziś byłam w spodniach...

Zumba

foch.pl_aj

No więc poszłam na zumbę. Wchodzę, widzę, że jedna pani już siedzi i czeka, a zatem jest nadzieja. W szatni też są dwie kobietki,  szansę na sport rosną. Dobra. Czekamy na instruktorkę Spóźniona wpada pani raczej nieszczupła, zdecydowanie nieatrakcyjna i taka trochę bardziej pod czterdziestkę niż mniej. Myślę sobie: " Będzie lipa, ale przecie teraz nie zwieje.No już tam, mam karnet i nie zawaham się go użyć" . No i się zaczęło. Pani zumbianka rusza się przepięknie i fenomenalnie prowadzi zajęcia. Po czterdziestu minutach zeszłam na zawał. Było cudownie. Wybawilam się jak świnia w błocie. Wracam tam w piatek :-) 

© Mów mi: Pierdoło
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci