Menu

Mów mi: Pierdoło

Taki sobie blogasek

Wyjechani kawa 3

foch.pl_aj

Ciąg dalszy następuje.

Po Etnie zrobiliśmy sobie troszkę łagodniejszy dzień i pojechaliśmy do Piazza Armerina zwiedzać niesamowite mozaiki w Villa Romana del Casale. Prawdopodobnie to jedyne takie miejsce w Europie. Jest naprawdę niesamowite. To ogromna willa wraz ze świątynią wewnątrz oraz kompleksem łazien na zewnątrz. W całym budynku na podłogach są świetnie zachowane przepiękne mozaiki. Zdjeć willi nie wrzucam, bo nie wolno bylo fotografować mozaiek, a ja respektuje takie zakazy. Ale miasteczko można fotografować. IMG_20170822_1633006712

Następnego dnia pojechaliśmy do Agrigento, gdzie obejrzeliśmy cudne muzeum na otwartym powietrzu Valle dei templi. Okazało sie, że udostępniono dla zwiedzających podziemne akwedukty zatem z dziką radością zeszliśmy z panem speleologiem pod ziemię. Było super. Tunele wydrążone w osadzie pozostałym z morza, więc w ścianach tkwiły muszle sprzed dwóch milionów lat. Moim zdaniem- niesamowite.

IMG_20170823_151245509    Niestety nie trafiło nam się zwiedzanie podziemnego cmentarza z epoki paleolitu, który ciągnie się pod drugą częścią muzeum. Może nestepnym razem ;) spędziliśmy tam trzy lub cztery godziny i niestety nie zdążyliśmy już zobaczyć kosciola na starym mieście w Agrigento, który został zbudowany na głownej świątyni. Po zewnętrznej stronie nadal widać kolumny. To również następnym razem.

 IMG_20170823_16140997022

Popołudnie spędziliśmy na przepieknych Schodach Tureckich, których zdjęcia też nie mam, bo nie dało się znaleźć kawałka wolnej przestrzeni, taki był tłok. Ale są naprawdę warte zobaczenia. 

Następnie kontynuowaliśmy zwiedzanie starożytnych ruin i dotarliśmy do Selinunte. Tam nie ma nic oprócz plaży i ogromnego muzeum na otwartym powietrzu. W odróżnieniu od Valle dei Templi, tutaj możne szwędac się do woli wśród kolumn i chłonąć pełną piersią powiew historii. 

IMG_20170824_145459828

Mam trochę mieszane uczucia jeśli chodzi bezdomne stworzenia na Sycylii. Dość dużo ich tam się pałęta. Nawet na terenie muzeum były dwa psiaki i jakieś koty. Daliśmy psiakom pić, bo był gorac niemożliwy, jeść nie chciały, ale przykre wrażenie zrobiło na nas to, że jeden z psiaków nie chciał podejść do mojego chłopa. Było jasne, że boi się mężczyzn. A taki był ładny:

IMG_20170824_15025178121

Po Selinunte pojechaliśmy do mojego ulubionego Palermo. Wiem, że jest brzydkie i zaśmiecone i głośne, ale ma taką atmosferę, że chce się tam być. No i ci przystojni policjanci na motorach Aprilia...ech..;) 

W Polermo trafiliśmy na świetny dwugwiazdkowy hotel. Tak, tak, dwugwiazdkowy. Palazzo Savona. Szczerze polecam, bo ceny całkiem przystępne, lokalizacja idealna, tuż przy głównej ulicy, a co więcej w pięknej, zabytkowej kamienicy. Pod nosem mieliśmy najsłynniejszy rynek na Sycylii Vucciria. Warto zobaczyc, bo to ładne widowisko. Bardzo kolorowe i radosne, a poza tym można kupić pyszne rzeczy. Nas jednak Vucciria zainteresowała wieczorem, bo okazało się, że po 20 rozstawiają się tam kramy z grillem i można zajadać np.  świezutkie grillowane owoce morza...IMG_20170825_2059099403  Przepyszne, choć plastikowym talerzom i sztućcom daleko było do wykwintności :) A Vucciria wieczorem wygląda tak:

IMG_20170825_2122128442

Oraz tak:IMG_20170825_2124185742 

Jeśli chodzi o zabytki Palermo nie jest tak stare jak Katania, choć ma bardzo interesująca ścieżkę Arabsko-Normandzka i zdecydowanie warto zwiedzić kilka kościołów oraz pałac Zisy z oryginalnym amforowym sklepieniem. Amforowym, bo żeby odciążyć sklepienie zamurowywano puste odwrócone amfory. Taki pierwowzór naszych pustaków ;) Oczywiście warto też zobaczyć katedrę i wejść na dach skąd jest piękny widok na całe Palermo. IMG_20170825_1251376333

Po Palermo była Segesta czyli kolejne greckie ruiny. Bardzo malownicze. Oczywiście spędziliśmy tam dwie godziny, bo chłonęliśmy. Przewodniki twierdza, że maks 45 minut. Się nie znaja...IMG_20170826_144141633

Na popołudnie przewidziane było drugie plażowanie w miejscu Cala Dei Fari w Scopello na granicy z rezerwatem przyrody Riserva dello Zingaro. Przeuroczej miejsce, plaża kamienista dzięki czemu woda była czysta jak łza. I podobnie słona. Ale rybek dużo do oglądania, więc nie nudziło nam się przez te dwie godziny plażingu. IMG_20170826_1729518802

No i niestety to już był prawie koniec naszych sycylijskich wakacji, bo wracaliśmy już do Katanii, a stamtąd do domu. Oczywiście nie obyło się bez przygód, bo mój ukochany jest zakupocholikiem i w drodze do Katanii musieliśmy zatrzymać się w outlecie. I spędziliśmy tam dwie godziny. Na szczęście kupił sobie dwie koszulki, spodnie oraz buty. Gwoli wyjaśnienia- ceny są niższe niż w Polsce.  Co nie zmienia faktu, że planowałam morderstwo z zimną krwią, kiedy przymierzał kolejną, dziewiątą, koszulkę. 

Wróciliśmy śmiertelnie zmęczeni, ale bardzo zadowoleni. Mam nadzieję, że mój przekonał się do Sycylii i bedzie chciał tam wrócić. Zresztą wziął się za czytanie Ojca chrzestnego, więc jestem dobrej myśli. 

 

Wyjechani kawą 2

foch.pl_aj

Nareszcie udało mi się trochę ochłonąć i mogę dokończyć, a właściwie uporządkować historię wyjazdu. Zgodnie z moimi wcześniejszymi zeznaniami zaczęliśmy w Katanii. Zanim jednak rozwinę wątek podróżniczy muszę poruszyć jedną kwestię. Sycylia jest brudna. Pełno tam kurzu i śmieci. Zatem to nie jest miejsce dla ludzi, którzy wielbią czystości i porządek. Na Sycylię trzeba spojrzeć jak na misternie rzeźbiony, antyczny mebel, który jest podniszczony i zakurzony. Można wówczas rzec, że to brudna staroć albo uznać, że to zaniedbane arcydzieło. Ja wolę to drugie podejście. 

Katania robi dziwne wrażenie, bo jest zbudowana z lawy. Jak wiadomo lawa jest czarna, więc miasto wydaje się smutne, bo drogi są czarne i część murów również. Jednak bywają również bardzo urokliwe miejsca.IMG_20170818_1726392813   

Katania to ponure wrażenie nadrabia zabytkami. My jako archeolodzy-amatorzy eksplorowaliśmy wszelkie możliwe wykopki i ruiny. A w Katanii w samym centrum miasta są dwa teatry, jeden grecki, drugi rzymski. Z rzymskiego do katedry prowadzą tunele, które podobno ciągną się pod całym miastem, niestety nie są udostępnione zwiedzającym. A szkoda. Tuż przy katedrze, każdego ranka odbywa się targ rybny. Nawet jeśli nie jest się wielbicielem ryb warto zobaczyć ten spektakl z udziałem rybaków, klientów i martwych ryb oraz owoców morza. Z Katanii pojechaliśmy, jak już wspomniałam, do Aci Castello popływać. Ukształtowana z zastygającej lawy "plaża" nie zachęca do wylegiwania się, ale cudownie przejrzyste morze i masą ryb wynagradzają niewygody lawowej plaży.

IMG_20170827_1746204322

 Po zwiedzaniu Katanii i pobliskich miasteczek pojechaliśmy do Syrakuz, gdzie zwiedziliśmy pierwszy kościół chrześcijan na Sycylii i katakumby pod nim, a następnie piękne i ogromne muzeum archeologiczne. Świetnie zachowany amfiteatr i nekropolia robią wrażenie. 

IMG_20170820_143244645

Tego samego dnia w planach była jeszcze Taormina. Zawsze mam szczegółowo opracowany plan, który jednak nie uwzględnia takich błahych czynności jak jedzenie czy picie kawy. A już najmniej kontemplację zabytków. I to mój błąd. Bo mój Ukochany siadał na kamiennych stopniach amfiteatru i chłonął powiew historii, a mnie tymczasem rzucało po antycznych ścianach, bo nie zdążymy i trzeba iść, trzeba pędzić, bo inne zabytki czekają. Jakimś cudem udało nam się i chłonąć i pędzić, więc oboje byliśmy wielce ukontentowani. 

Następnego dnia w planie była tylko wyprawa piesza na Etnę. Dokonaliśmy niniejszego w sandałkach. O takich, o.

IMG_20170821_171804537

Widoki były naprawdę godne tej trzygodzinnej wspinaczki i trzygodzinnego zejścia :) 

IMG_20170821_1518172962

Cdn.

 

 

Wyjechani cz.1

foch.pl_aj

Tego lata mieliśmy pojechać motorem do Czarnogóry lub na północ Hiszpanii oglądać malowidła naskalne. Tymczasem...jesteśmy na Sycylii. Chłop znalazł tanie bilety i w ciągu czterech dni się zorganizowaliśmy i wyjechaliśmy. Bardzo lubię wcześniej coś zaplanować,bo potem można to spontanicznie zmieniać. Przyznaję, że na wyjazd na Sycylię nie trzeba mnie namawiać. Lot był do Katanii zatem tam zaczęliśmy i tam zakończymy podróż. Katania jest dobrym miejscem na wypady do pobliskich miast i miasteczek. Drugiego dnia zwiedzaliśmy małe miasteczka Acitrezza i Aci Castello. W Aci Castello jest zamek-statek wykuty w lawie, z którego jest cudny widok na zatokę i Etnę.

IMG_20170819_1321526432  

Następnego dnia pojechaliśmy wspinać się na Etnę. Jak prawdziwi twardziele wleźlismy i zleźlismy na piechotę. Nie lada argumentem było też 65 eurokoron, których to Włosi życzyli sobie za podwozke kolejka linową. Ale warto było.IMG_20170821_151206412_HDR21

 Potem w planie były Syrakuzy i Taormina. Plan został zrealizowany w 200% ponieważ w greckim amfiteatrze w Taorminie akurat wystawiali Aide I akurat były bilety. Dziki szał. Następnie pojechaliśmy do przeuroczego hoteliku w Montedoro, malutkiej miejscowości w głębi Sycylii. Widoki po drodze były zniewalające.IMG_20170822_15595466122

 Wszystko pięknie, tylko ja już jestem nie pierwszej świeżości, więc przez trzy dni odczuwałam skutki nieprzespanej nocy. Wylot z Katowic o 6 rano nie był najlepszym pomysłem. Ja jeszcze przed czterdziestką mam trochę z osła trochę z lwa. Przy czym chyba więcej z osła...

 

Krav-maga podejście 2

foch.pl_aj

No to poszłam na te krav-mage po raz drugi. Gwoli wyjaśnienia- krav- maga to system walki wymyślony w latach trzydziestych przez pewnego żydowskiego sportowca Imiego Lichtenfelda, który miał dość dostawania w tyłek od bojówkarzy nazistowskich. Potem system rozwijany był jako narzędzie w Izraelskich Służbach Specjalnych. Polega na jak najbardziej oszczędnym energetycznie, a zarazem efektywnym unieszkodliwieniu przeciwnika. Jednym słowem- rąbanka. Po czwartkowym treningu byłam raczej sceptycznie nastawiona, ale poszłam jeszcze dziś, żeby mieć pełniejszy obraz i zdecydować czy mi się podoba czy nie. I o ile w czwartek wychodziłam z lekkim niedosytem zmęczenia fizycznego, tak dziś ciężko mi było doczlapac się do samochodu... właściwie to chyba dokończę wpis następnym razem, bo teraz bolą mnie za bardzo ręce. Ale ja tam jeszcze wrócę...

Dzień później...

Nadal uważam, że jeszcze tam wrócę... kiedy tylko odzyskam możliwość bezbolesnego poruszania się... Chyba przejechał mnie walec, kiedy akurat nie patrzyłam, bo boli mnie wszystko, a najbardziej mięśnie brzucha i żebra.  Jak wyglądał wczorajszy trening? Ano okazało się, że rozpiska kłamie i trening nie zaczyna się o 10.15 tylko o 10.45. Od 10.15 jest otwarta sala i możemy sobie robić rozgrzewkę. No to se robilismy, a powoli reszta grupy się schodziła. O 10.45 przyszedł instruktor i zaczął... rozgrzewkę. :) Nienawidzę robić "deski", ale dzielnie robiłam wszystko co se pan miszczu zażyczył. Potem były brzuszki, też dałam radę, a potem były obchwyty czyli to, co ćwiczyliśmy w czwartek. W skrócie polega to na tym, że przeciwnik chwyta mnie w uścisku niedźwiedzia, a ja muszę zareagować. Na początku ćwiczyłam z Kasią i to było miłe i fajne i relaksujące. Ale potem taki jeden naskarżyl instruktorowi, że bijemy się jak baby i on chce ćwiczyć ze mną...z dydaktycznego punktu widzenia jestem mu szalenie wdzięczna, bo to koleś, który trenuje od ośmiu lat, więc naprawdę wie co robi. Minus był taki, że w związku z tym, że trenuje od ośmiu lat uznał, że uwolnienie się od uścisku istoty moich rozmiarów, z całym szacunkiem, nie jest dla niego żadnym wyzwaniem, więc ćwiczyłam tylko ja. Dość boleśnie przekonałam się, jak ważna jest technika, kiedy jest się kurduplem 158 cm wzrostu i 50 kg wagi, w zderzeniu z "czułym, niedźwiedzim uściskiem" towarzysza o wadze 90 kg i wzroście 180 cm. Ale podobno naprawdę dobrze mi idzie, hmm mam ciut inne odczucia. Ale to była dobra lekcja pokory. A potem było gorzej i gorzej. Jako, że kobiety są narażone najbardziej na ataki ( tym razem było nas trzy) miałyśmy za zadanie stać z zamkniętymi oczami i bronić się przed obchwytujacymi panami. To było trudne. I stresujące i męczące. Oraz niesprawiedliwe, bo panowie sobie tylko łazili, a my ciężko pracowalysmy. Potem trzeba było się wydostać spod bezwładnego kolegi, który na nad leżał. I to była bułka z masłem. Ale potem położyło się na nas trzech, w poprzek udajac, że coś nas przywaliło. I to był moment, kiedy zrozumiałam co muszą czuć ludzie, którym połamano kości miednicy. To było pouczające, ale trochę nie w porządku, bo nie miałam wielkich szans wydostać się spod ciężaru, który stanowił szesciokrotnosc mojej masy. Zresztą żadna z nas tego nie zrobiła. Potem pan instruktor pokazał nam jak powinnyśmy były to zrobić...tylko, że on waży ok 100 kg, więc ciekawa jestem jak poradziłby sobie z wydostaniem się spod sześciu leżących na nim panów, a nie trzech...mam wrażenie, że poszłoby mu tak dobrze, jak nam...ale już tam, niech sobie choduje to swoje ego samca alfa. 

Podsumowując, doświadczenie uważam za wyjątkowo udane i postaram się chodzić na treningi. Mam nadzieję, że mi się uda, choć będę musiała robić salti mortali żeby zgrać prace, zumbę i kravke. Ale co ja nie dam rady? ;) 

Krav- magowo...

foch.pl_aj

Za chwilę minie rok od kiedy zaczęłam chodzić na zumbę... Uzależniłam się kompletnie i teraz w wakacje chodzę trzy razy w tygodniu. Gdyby Gosia prowadziła zajęcia codziennie, chodziłabym codziennie. Zatem zostają mi dwa popołudnia do dyspozycji, więc coś z nimi trzeba zrobić. Zazwyczaj pracuję, ale wczoraj miałam wolne, więc wykorzystałam okazję, żeby pójść na zajęcia krav-magi. Bujałam się z tym pomysłem dobre dwa lub trzy lata i nareszcie się rozbujałam i poszłam. Przyznaję, że jeszcze nie wiem, co o tym myśleć. Pójdę jeszcze raz w sobotę rano i wtedy może zdecyduję. Przez wiele lat trenowałam kung-fu, tę szlachetną i elegancką sztukę walki, zatem strasznie razi mnie prostacki charakter krav-magi. Bo kung-fu to sztuka walki, krav-maga to tylko walka, bez sztuki. Jednakowoż muszę przyznać, że wczorajsze zajęcia dały mi do myślenia. Nie będę wdawać się w szczegóły treningu, natomiast bardzo ważne było to, co instruktor zrobił na koniec. To było ćwiczenia specjalnie dla nas- dwóch kobiet. Ja zaczynałam. Kasia musiała  wyjść z sali, a moje zadanie polegało na określenie poziomu mojego dyskomfortu w skali 1-10 w stosunku do tego, co się będzie działo dookoła mnie. Panowie mieli za zadanie podejść do mnie i zrobić bądź powiedzieć coś bardzo nieprzyjemnego. Padały teksty typu "no maleńka, ale jesteś rozgrzana" albo "no i co się tak k.. gapisz", "Dawaj torebkę" itp. To było umiarkowanie przyjemnie, ale nie  problematyczne. Problem pojawił się dopiero, kiedy instruktor kazał mi zareagować krzykiem na takie zaczepki. Okazuje się, że to nasze cholerne dobre  wychowanie wychodzi bokiem w takich sytuacjach, bo naprawdę bardzo trudno jest krzyczeć do obcego mężczyzny "Spier....," itp.A przeciez krzyk to powinna być pierwsza reakcja obronna. I tego muszę się nauczyć. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie palneła. Pan instruktor chciał pokazać, że dystans jest bardzo ważny, więc stanął przede mną w odległości 3-4 metrów i powiedział zaczepnie "Ej mała, fajne masz cycki", a ja z zupełnym spokojem "Tak, wiem, dużo ludzi mi to mówi". Mina instruktora i panów na sali bezcenne ;) 

© Mów mi: Pierdoło
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci